Siódmy wciąż wałęsał się po okolicy i mówiono, że czatuje gdzieś na brzegu, żeby ukraść łódkę i powrócić na wyspę rodzinną. Viaburi przyniósł dla sprawdzenia dwie zapalone latarnie. Pan spojrzał i przekonawszy się, że płoną mocnym, równym płomieniem, skinął głową. Jedną wciągnięto na szot słupa sygnałowego, drugą postawiono na obszernej weran¬dzie. Były to światła przewodnie dla statków, pragnących zarzucić kotwicę przy plantacji Beranda. Latarnie sprawdzano i zawieszano co wieczór jak rok długi. Biały z westchnieniem ulgi legł na posłaniu. Praca dzienna została ukończo¬na. Obok łóżka spoczęła strzelba. Rewolwer tuż pod ręką. Minęła godzina. Bia¬ły leżał nieruchomo zapadł w półsen, półomdlenie. Nagle ocknął się i natężył słuch. Na tylnej werandzie skrzypnęły deski. Pokój miał kształt wielkiej litery L.