Był to międzynarodowy sygnał nieszczęścia. Na narożniku ogrodzenia usiadł sokół. Biały popatrzył nań i pojął, że ptak jest chory. Przez chwilę zainteresowała go myśl, czy stworzenie to może się czuć równie źle, jak człowiek. Owa wspólność cierpienia zajęła jego wyobraź¬nię i sprowadziła nawet przelotny uśmiech. Potem z wysiłkiem otrząsnął się z półdrzemki i wydał rozkaz uderzenia w wielki dzwon, zwołujący robotników od pracy w polu do baraków mieszkalnych. Wreszcie dosiadł swego wierzchowca - człowieka i odbył ostatnią wieczorną lustrację szpitala. Zastał dwóch nowych chorych. Dał im oleju rycynowego, po czym złożył so¬bie powinszowanie. Dzień minął nie najgorzej. Umarło tylko trzech ludzi. Zlu¬strował suszenie kopry, stwierdził, że wszystko w porządku, po czym przeszedł przez baraki sypialne, sprawdzając, czy ktoś chory nie ukrywa się tam, łamiąc rozkaz izolacji.